Wednesday, December 15, 2010

*el Tambor de Hojalata*


… Królik Julian na krok nie rozstaje się ze swoim instrumentem… cudowny, blaszany bębenek to prezent od ojca ofiarowany na pierwsze urodziny… cudowny, bo jak tylko zacznie rytmicznie wybijać swój tajemniczy kawałek zaraz zbierają się obok przeróżne zwierzęta… kiedyś ćwiczył niedaleko zoo, nieświadomy jeszcze mocy swojego bębenka, grał bez przerwy chyba godzinę… zgryziona warga i zamknięte oczy… wyglądało to tak jak gdyby chciał, żeby usłyszano go w Timbuktu… gdy opadł z sił i otworzył oczy zobaczył, że już nie jest sam… na polanie dookoła niego siedziały wszystkie zwierzęta z zoo… i nic… tępo wpatrzone w bębenek cicho sapały podciągając co rusz nosem…

format: 60x45 cm, akryl, stare nuty, sklejka sosnowa #4mm

4 comments:

Kimonek said...

ah :D
oczekiwałem tych faktur, skrobnięć, ciąć, drapań :D ajajaj :D
to ma swój nieziemski urok :D

M. said...

great image!

łukasz jasik said...

No majestat chłopie, majestat!

sanka said...

jestem nieustająco pełna podziwu dla Twojego talentu, genialne :)
siedzę patrzę i wzdycham ech..